Odporność stadna

Pojęcie odporności stadnej (Eng: herd immunity) budzi wiele kontrowersji. Uważa się, że jak społeczeństwo osiągnie poziom 70%-80% odporności na SARS-CoV-2, wirus przestanie być groźny i będzie można powrócić do „normalności” sprzed pandemii. Poziom ten można osiągnąć albo przez umożliwienie chorobie swobodnego rozprzestrzeniania się z minimalnymi obostrzeniami, albo przez jak najszybszy program szczepień.

Ostatnio pojawiło się kilka artykułów, w których naukowcy i publicyści kwestionują to, czy w ogóle będziemy mogli osiągnąć stan odporności stadnej, albo czy jeśli osiągniemy pewien poziom odporności, to czy będzie można już całkowicie pozbyć się masek, testów i ograniczeń w podróżowaniu.

Proporcje osób, które otrzymały co najmniej jedną dawkę szczepionki

W moim artykule, kwestionuję ideę tego, żeby wszystkie nasze nadzieje stawiać na określony procent osób zaszczepionych. Używając analogii z Baśni 1001 nocy, pandemii, wypuściliśmy z lampy dżina choroby i nie ma teraz łatwej drogi, ażeby wrócić z powrotem do stanu sprzed grudnia 2019. Musimy być przygotowani na długi okres wyrzeczeń i ograniczeń, ale jeśli będziemy ostrożni i rozważni, być może uda się uniknąć huśtawki wybuchów epidemii i masowych ograniczeń.

Artykuł: Herd immunity: can the UK get there?

oraz wcześniejsze:

Mutating coronavirus: reaching herd immunity just got harder, but there is still hope

Herd immunity: why the figure is always a bit vague

Oraz parę innych artykułów na ten sam temat:

We may never achieve long-term global herd immunity for COVID. But if we’re all vaccinated, we’ll be safe from the worst

What If We Never Reach Herd Immunity?

Społeczeństwo i pandemia w Polsce – Society and pandemic in Poland (and elsewhere)

Patrzę z wielkim niepokojem na to co się w Polsce dzieje, i nie widzę tego bardzo optymistycznie. Naprawdę szkoda zaprzepaszczonego potencjału po pierwszej fali.

Reakcja społeczeństwa na pandemię: Myślę, ze przynajmniej w większości krajów większość ludzi zachowywała by się sama z siebie rozsądnie. Niektóre społeczeństwa pewnie mniej (Polska), niektóre więcej (UK).

Problemem nie jest społeczeństwo, ale to, że rządy nieumiejętnie działają. Są tu myślę dwa mechanizmy. Po pierwsze, rządy tego nie mówią, ale ciągle stosują zasady „flatten the curve” („spłaszczyć krzywą”) i „herd immunity” („odporność stadna”).

Tzn. ważniejsze są inne rzeczy (polityka, wybory, gospodarka), a zdrowie dopiero wtedy kiedy system opieki zdrowotnej się zaczyna sypać. Ale wtedy jest za późno i wchodzimy w nowy cykl.

A „odporność stadna” to nadzieja, że nawet jak nic nie będziemy robić to problem sam się w końcu rozwiąże (jak wystarczająco dużo osób się przechoruje).

Efektem więc jest to miotanie się miedzy skrajnościami – to pozwalamy na wszystkie rzeczy, to wszystko blokujemy, ale jak blokujemy, to ludzie się buntują, więc zaraz odkręcamy, itd itp. A wartość R jest ciągle bliska 1.

Ja już o tym pisałem rok temu po tym jak Trump najpierw nic nie robił, a potem nagle zablokował wszystkie loty, a potem znowu kompletnie nic nie robił.

A poza tym, rząd polski (i nie tylko) jakoś nie może się zdobyć na szczerość i otwartość – przykładem ciągłe podkreślanie, że to już koniec epidemii i to myśmy ją zwalczyli.

Efektem jest to, ze przekaz jest nieszczery, społeczeństwo (słusznie) przestaje wierzyć, i następuje kompletne rozejście się rządu i społeczeństwa. Czym to grozi, to można zobaczyć w Brazylii.

Porównanie: Wlk. Brytania: ścisły lockdown od przed Świąt; Izrael: ponad 50% zaszczepionych; Polska: ?

Polsat TV – cd

Brief English summary: Four widely-accepted models are used to estimate the „true” number of infections from COVID-19. The cumulative number for Poland in February 2021 is 26% (ICL) and 14% (IHME); for comparison, the UK has 37% and 16%.


Po napisaniu poprzedniego blogu, poszukałem wyników modeli dla Polski, które umożliwiają ocenę „przwdziwej” ilości zachorowań. Szczegóły są na stronie internetowej:

    https://ourworldindata.org/covid-models

ICL to Imperial College London (UK)
IHME to The Institute for Health Metrics and Evaluation, University of Washington (USA)
YYG to Youyang Gu, matematyk i informatyk z USA
LSHTM to The London School of Hygiene & Tropical Medicine (UK)

Używając wyników z tych powszechnie zaakceptowanych modeli, można wyliczyć, że do tej pory 26% (ICL) lub 14% (IHME) populacji przeszło przez chorobę w okresie do lutego 2021. Wyniki podane przez YYG i LSHTM nie sięgają do 2021, ale w sierpniu (0.7%) i pazdzierniku (3.8%) były zbliżone do ICL i IHME.

Nawet przyjmując pesymistyczne wyniki z modelu Imperial College London, mamy w Polsce 26% osób potencjalnie odpornych.

Polsat TV

This is another text in Polish, dealing with issues arising from my TV interview yesterday. A brief summary: Firstly, Poland (and most other countries in the world) are not close to 60-70% herd immunity levels. Secondly, trying to reach these levels by letting the disease run rampant in the young population while trying to protect the vulnerable is a recipe for disaster.


Miałem wczoraj (4. lutego) zaszczyt uczestniczyć w programie telewizji Polsat i rozmawiać o strategiach zwalczania epidemii koronawirusa. W trakcie programu, Pan Krzysztof Szczawiński podał kilka fundamentalnie nieścisłych i mylących informacji, których nie byłem w stanie skorygować w czasie audycji.

Po pierwsze, nieprawdziwe jest stwierdzenie, że Polska jest bliska „odporności stadnej”. Po drugie, żaden z krajów przytoczonych przez Pana Szczawińskiego nie wprowadził w pełni strategii sugerowanej przez niego, a tam gdzie próbowano doprowadzić do „odporności stadnej” spowodowało to dramatyczny wzrost zgonów, szczególnie wśród osób starszych.

Nadal uważam, że całkowite uwolnienie obostrzeń doprowadziłoby w Polsce do katastroficznego załamania się służby zdrowia, masowych zgonów, również wśród ludzi młodych i aktualnie zdrowych, i długotrwałych problemów „długiego COVID-u„, nie wspominając o szczepach odpornych. Dlatego uważam powyższe stwierdzenia za nieodpowiedzialne i mylące.


Wchodząc w szczegóły, Pan Szczawiński stwierdził, że według opinii wielu ekspertów, liczba osób które w Polsce przeszły przez chorobę wirusa – i nabrały odporności – wynosi obecnie 15 milionów czyli prawie 50% 40% populacji. Niestety nie udało mi się odnaleźć żadnego odnośnika potwierdzającego to stwierdzenie – tym bardziej nie udało mi się odnaleźć opinii wielu ekspertów. Co więcej, jak poniższe argumenty pokazują, że liczba ta jest prawdopodobnie nie większa niż 5-6 milionów czyli 15-20% a na pewno nie większa niż 12 milionów (32%). Tak więc, ciągle bardzo daleko nam do „odporności stadnej” a spadek ilości zachorowań w styczniu 2021 jest konsekwencją ograniczeń wprowadzonych w grudniu 2020.

Informację o ilości osób zarażonych uzyskuje się przede wszystkim przez szeroko stosowane i systematyczne badania przesiewowe wykrywające obecność przeciwciał. Jedyne opublikowane naukowe wyniki takich badań w Polsce pochodzą z sierpnia 2020 i wskazują na obecność przeciwciał u 1-2% badanych osób. W tym samym czasie, podobne badania w Anglii wskazywały około 4%, przy czym Anglia przechodziła o wiele większą „pierwszą falę” niż Polska, tak więc ta różnica jest zrozumiała. W obecnej chwili w Anglii ten procent wynosi 15.3%. Ponieważ i „druga fala” w Anglii była proporcjonalnie podobna lub nawet większa niż w Polsce, nie wydaje się prawdopodobne ażeby nastąpił tu skok aż do 50%. Zakładając, że 15% przeszło chorobę, otrzymujemy 5-6 milionów zakażeń.

Licząc jeszcze inaczej: Do chwili obecnej w Polsce zmarło 38,344 osób, których zgon został połączony z COVID-em. Przyjmując 1.15% Infection Fatality Ratio (jak w większości krajów zachodnich) otrzymujemy 3.8 miliony zakażeń (10%).

Albo jeszcze inaczej: Liczba zarejestrowanych przypadków osób zakażonych wynosi aktualnie 1,539,564. Ogólnie przyjmuje się, że na każdy zarejestrowany przypadek przypada 3-7 niezarejestrowanych – czyli wszystkich przypadków powinno być między 6 a 12 milionami. Nawet przyjmując górną granicę (nierealną) otrzymujemy maximum 32% populacji, wciąż daleko od „odporności stadnej”.

W tej chwili w świecie najwyższy procent ludzi z przeciwciałami znajduje się w niektórych miastach Brazylii (50-70%) i Indiach (50%), tam gdzie choroba się rozwijała. Byłoby bardzo dziwne, gdyby się okazało, że cała Polska jest w tej samej kategorii.


Pan Szczawiński ponadto zakwestionował moje stwierdzenie, że żaden rząd na świecie nie poszedł drogą przez niego sugerowaną. Jako przykład podał bardzo różne kraje, z których tylko Brazylia i Szwecja mogą w jakimś stopniu być adekwatne. Szwecja akurat nie jest najlepszym przykładem, ponieważ polityka „lekkiego lockdownu” doprowadziła do katastrofalnego wzrostu liczby zgonów, szczególnie wśród osób starszych. Polecam lekturę artykułu opisującego szwecką politykę odnośnie przypadków w domach opieki. Mam nadzieję, że w kraju Jana Pawła II nie miałaby tak wyglądać polityka chronienia osób starszych i zagrożonych.

Przykład Szwecji i Anglii pokazuje, że praktycznie niemożliwa jest ochrona osób starszych lub zagrożonych. Jak wspomniałem w wywiadzie, 15% osób w Polsce ma ponad 60 lat, a więc potencjalnie jest zagrożonych. 3 mln osób ma cukrzycę a 61% osób w Polsce ma problemy z nadwagą. 4 mln osób ma astmę, ale jedynie 2 mln ma świadomość, że ma problem. Co się stanie z tymi 2 mln osób, które myślą, że nie mają problemu, zostanie pominiętych w planach, ale może bardzo poważnie zachorować?

Nie jestem pewien jakim przykładem miałyby być w tym kontekście Australia, Nowa Zelandia, czy Tajwan, ktore Pan Szczawiński również użył w wywiadzie. Kraje te skutecznie wprowadziły elementy zwalczania wirusa, o których ja mówiłem – całkowicie przeciwnie do strategii proponowanej przez Pana Szczawińskiego.


Errata: 15 milionów to 40% a nie 50% jak było oryginalnie.

Komentarz na temat COVID-u

Po programie Polsat-u w sobotę 9. stycznia otrzymałem sporo listów, w których oskarżono mnie o pesymizm w kontekście pandemii. Poniżej załączam kilka przemyśleń w odpowiedzi na te komentarze.

Myślę, że w sumie jestem optymistą. Mam pełną nadzieję, że w końcu doprowadzimy do (przynajmniej lokalnej) eliminacji wirusa, ale potrwa to dłużej niż nam się wydaje.

Czy możliwe było tego wszystkiego uniknąć? Na pewno można było uniknąć tego pierwszego “superspreading event”, gdyby Chiny – i cały świat – zadziałały szybciej i bardziej zdecydowanie w listopadzie-grudniu 2019. Potem był krótki okres, kiedy można było wprowadzić lockdown we wszystkich krajach gdzie wirus dotarł, blokadę granic i przestrzeni powietrznej.

Co więcej uważam, że nawet później eliminacja była możliwa w wielu krajach takich jak UK czy USA. Patrząc na to jak ludzie się jednak stosowali do ograniczeń (przynajmniej w UK), to wierzę, że byłoby to jak najbardziej realistyczne.  Tyle, że większość krajów na to nie poszła, a niektóre jak Szwecja (i UK na początku) całkiem jasno poszły inną drogą – na przeczekanie. A niektóre rządy (jak w Polsce czy w USA) postanowiły wykorzystać epidemię do swoich celów – kosztem zdrowia i życia ludzi.

Druga/trzecia fala, to już trochę inna historia. Przynajmniej w niektórych krajach pewnie można było tego uniknąć, jeśli pierwszy lockdown byłby dłuższy i nie było zachęcania w lecie do podróży i do konsumpcji. Co pewnie rownież pozwoliłoby uniknąć mutacji.

Natomiast aktualny lockdown nie jest już tak skuteczny. Problemem jednak nie jest zła wola ludzi, ale brak ekonomicznego wsparcia dla tych, którzy nie mogą pracować – po prostu w marcu-kwietniu ludzie jakoś dali sobie radę, ale nie da się tego utrzymać przez rok. W efekcie, ludzie w pierwszym lockdownie bali się choroby bardziej niż skutków ekonomicznych, a teraz jest odwrotnie.

Paradoksalnie szczepionka jeszcze bardziej obniży ten próg, bo społeczeństwo będzie miało fałszywe poczucie bezpieczeństwa – tak więc, jeśli nie zaszczepimy szybko, to „okno eliminacji” się zamknie (jeśli jeszcze jest otwarte).

A na teraz, po prostu szczerze nie chcę obiecywać „gruszek na wierzbie”. Wolałbym, żeby politycy poszli w ślady Churchilla w 1940 i powiedzieli:

Nie mam nic do ofiarowania prócz krwi, znoju, łez i potu

Churchill, https://pl.wikiquote.org/wiki/Winston_Churchill

niż składali ciągle nierealne obietnice, że epidemia już się kończy i za chwilę wszystko “wróci do normy”. Takich obietnic słyszeliśmy mnóstwo przez ostatni rok.

Długoterminowo mam nadzieję, że pandemia sprowokuje nas do przemyślenia wielu rzeczy:

  • Na przykład, że choroba może dopaść każdego z nas w każdej chwili. 
  • Że choroba bardziej atakuje ludzi, którzy mają dodatkowe problemy zdrowotne i warto inwestować w ogólną poprawę zdrowia. 
  • Że muszę być odpowiedzialny za moje czyny, jako że moje robienie czegoś, albo nie robienie czegoś, może mieć poważne konsekwencje dla moich bliskich i dla całego społeczeństwa. 
  • Że należy wspierać gospodarczo tych najsłabszych, bo w nich najbardziej uderza choroba, która jest też zagrożeniem dla nas. 
  • Że należy szanować i chronić tych najstarszych, szczegolnie tych w domach opieki, często pozostawionych samym sobie.
  • Że warto więcej czasu spędzić z rodziną, wyjść na pole (dwór), wybierać – jeśli to możliwe – pracę w domu. 
  • Że tak wiele zależy od ludzi, których praca jest tak niedoceniana – pielęgniarek, sprzątaczek, pracowników wywozu śmieci, kierowców.
  • Że należy inwestować w służbę zdrowia – i w naukowców.
  • Że nasza wolność i dostępność świata mają uboczne koszty, z których nie zdajemy sobie sprawy.
  • Że zmiany klimatu, czy wycinka drzew, czy bieda gdzieś w dalekich krajach, mają konsekwencje dla nas (choroby odzwierzęce).

Komentarz o polskich wyborach

Jak wygląda sprawa wyborów prezydenckich z punktu widzenia matematycznego epidemiologa?

Ja się mogę tylko wypowiadać na tematy epidemiologiczne, a nie polityczne, choć te dwa aspekty są bardzo ściśle ze sobą związane.

Z takiego czy innego powodu, rząd Polski – jak i większość rządów na świecie – wybrał strategię 'lock-down’, uważając, że preferuje uniknięcie katastroficznej zapaści służby zdrowia niż sprawne funkcjonowanie polityki i gospodarki. Wydaje się, że w większości krajów takie podejście ma znaczące poparcie społeczeństwa. Ponadto, katastrofa systemu zdrowotnego to ryzyko „teraz”, a ekonomiczny i polityczny problem jest na „potem”. Politycy rzadko myślą poza terminem następnych wyborów, więc wybiorą strategię, która przynosi skutki „teraz”.

Poza tym być może łatwiej sobie dać radę z ekonomią drukując pieniądze, niż z brakiem maseczek i trumien. Ilustracją takiego myślenia jest Wlk. Brytania i – niesławna, choć ponoć źle zinterpretowana – strategia 'herd immunity’. Nawet Trump, który najpierw szedł alternatywną drogą, potem się przeraził i zmienił strategię.

Czy była to dobra decyzja, czy nie, oceni historia (przy użyciu modeli matematyczno-epidemiologiczno-ekonomicznych). Piszę o tym więcej na swoim blogu, a planuję wkrótce wrócić do tego tematu.

Ale jeśli się coś już wybrało, to trzeba być konsekwentnym i wziąć pod uwagę fazę epidemii, w której jesteśmy i w której prawie na pewno pozostaniemy do początku maja. Przeprowadzenie wyborów w tej fazie epidemii jest akcją niezgodną z obraną ogólną strategią i, jak większość takich akcji „pośrednich”, bardzo możliwe, że doprowadzi do kolejnej fali zarażeń. A w konsekwencji do cierpienia i zgonów, których można było uniknąć.

A nawet jeśli nie będzie jakiejś bardzo dużej fali nowych zarażeń, to każdy 'blip’ (czyli nagły wzrost przypadków) będzie przypisany wyborom i użyty do delegitymizacji ich wyników.

Przytaczanie przykładów z Bawarii (że niby nic się tam nie stało, więc nic się nie stanie i w Polsce i w maju…) nie ma tu znaczenia, bo po pierwsze, nie ta skala, a po drugie, osobiście uważam, że z epidemiologicznego punktu widzenia wybory w Bawarii to był błąd, który spowodował wzrost przypadków. Płd. Korea właśnie przeprowadza wybory powszechne, ale oni są dużo bardziej zaawansowani w zwalczaniu epidemii, a poza tym ich strategia pozwala na bardziej dopasowaną akcję testowania, wykrywania, izolacji i zwalczania. Taka opcja w Polsce wymagałaby całkowitej zmiany podejścia do epidemii, drastycznego zwiększenia potencjału służby zdrowia do testowania i do leczenia. Jest to niemożliwe do wykonania w ciągu miesiąca.

Oczywiście będzie bardzo ciekawe jaki rozwiązanie zostanie przyjęte w USA w wyborach powszechnych w listopadzie, jeśli epidemia albo jeszcze nie przygaśnie, albo będziemy już w drugiej (trzeciej,…) fali.

Jeśli wybory nie w maju, to kiedy w tym roku? Niestety nie umiem na to pytanie odpowiedzieć i podejrzewam, że nikt w tej chwili tak na prawdę nie wie. Nieco dłuższą skalę czasową opisaliśmy w artykule w The Conversation:

The governments are hoping that a combination of social distancing, border closures, isolation of cases, testing and increasing immunity in the population will slow down the spread of the coronavirus and will hopefully open up successful eradication strategies. Yet past experiences suggest that we may need to learn to live with the coronavirus for years to come.

ale pytanie jest o średnią skalę czasową, na której zbyt wiele jest niewiadomych. To trochę jak z pogodą: potrafimy stosunkowo dobrze przewidzieć następnych kilka dni i potrafimy powiedzieć, że w lecie będzie ciepło, ale przewidywania co do następnych tygodni są niewiarygodne.

Ja osobiście podejrzewam, że dopiero pojawienie się skutecznej – i w miarę bezpiecznej – szczepionki pozwoli pozbyć się wirusa, tym niemniej może uda się go na tyle ograniczyć, że będziemy w stanie z nim żyć zanim (jeśli w ogóle) pojawi się szczepionka. Ale jedno i drugie to kwestia miesięcy jeśli nie lat.