Szkoła

Zbliża się nowy rok szkolny. Dzieci będą w klasach, w których brakuje podstawowych elementów zwalczania wirusa.

Chociaż wiadomo, że szczep Delta rozprzestrzenia się głównie wśród młodzieży, Minister Czarnek ogłosił, że

Wszystkie przewidywania w Ministerstwie Zdrowia, badania dotyczące modeli czwartej fali, która na pewno nadejdzie, dają wiele optymizmu. To znaczy, to nie będzie taka fala jak trzecia czy druga, która powodowała zapełnienie szpitali i kolejki karetek pogotowia na podjazdach przed izbami przyjęć. Bo to jest najbardziej szkodliwe czy najtrudniejsze. No i oczywiście liczba umierających na COVID-19. Według modeli, które są w MZ, a my jesteśmy z MZ w pełnym kontakcie, ta fala nie będzie aż tak groźna. Spokojnie wracamy więc do nauki stacjonarnej przygotowując się na czwartą falę – dodał.

za https://glos.pl/plyn-dezynfekcyjny-i-termometry-wyruszyly-do-szkol

Niestety, nie podzielam optymizmu Ministra Czarnka. „Czwarta fala” obawiam się będzie groźna, choć może nie spowoduje tylu ciężkich zachorowań.

Pamiętajmy, że w Polsce zaledwie 51% osób jest zaszczepionych. A to szczepionki zabezpieczają w dużym stopniu przed komplikacjami i zgonami i powodują, że szpitale nie będą zapełnione. Polska niestety jest w tym zakresie w „ogonie” krajów europejskich.

Procent osób zaszczepionych jedną i dwiema dawkami.

To, czy dzieci mają, czy też nie mają iść do szkoły, to jest pytanie godne Hamleta (To Be or Not to Be – „być albo nie być”). Z jednej strony, całkowite otwarcie szkół przy niskim poziomie szczepień spowoduje bardzo znaczącą „czwartą falę”. Fala ta dotknie nie tylko ludzi młodych, którzy mają większą odporność, ale również ludzi starszych, wśród których poziom szczepienia jest też niski.

Z drugiej strony, niewątpliwie powrót do nauki zdalnej, tak organizowanej jak w zeszłym roku, byłby bardzo szkodliwy. Potrzeba więc szczególnie zadbać o to, by uczniowie – i nauczyciele – byli w miarę bezpieczni.

Ministerstwo właśnie ogłosiło, że wysyła rękawiczki i środki dezynfekujące. Tymczasem najbardziej potrzebne są urządzenia do filtracji powietrza, bo wiadomo już całkiem dobrze, że wirus rozprzestrzenia się głównie przez aerozol i powietrze:

Current evidence suggests that the virus spreads mainly between people who are in close contact with each other, typically within 1 metre (short-range). A person can be infected when aerosols or droplets containing the virus are inhaled or come directly into contact with the eyes, nose, or mouth.

The virus can also spread in poorly ventilated and/or crowded indoor settings, where people tend to spend longer periods of time. This is because aerosols remain suspended in the air or travel farther than 1 metre (long-range).

WHO

Min. Czarnek wysyła też bramki do mierzenia temperatury. Tymczasem wiadomo, że jest to bardzo niepewny sposób na wykrywanie wirusa:

Our results indicate that forehead infrared temperature control is not an appropriate tool to screen for infectious disease directly at the entrance of a building, at least during early spring season with cold outdoor temperatures.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7582437/

Bramki to mógłby być dobry pomysł, ale czy wiadomo co zrobić z osobami, które mają gorączkę? Posłać do domu i prowadzić naukę zdalnie?

A co z osobami, które mogą rozprzestrzeniać wirus, ale nie mają objawów, a więc i gorączki. Czy jest jakiś plan wprowadzenia testów w szkołach, zapewnienia opieki i warunków do nauki tym, którzy mają wynik pozytywny?

A co z maseczkami, o których wiadomo, że działają? Jak do tej pory nie było obowiązku noszenia maseczek w szkołach.

Bardzo dobrze, że Ministerstwo robi coś ażeby ochronić uczniów i nauczycieli. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby te działania były bardziej podparte naukowymi podstawami i dzięki temu miałyby większą szansę zatrzymać „czwartą falę”.

Pandemia i szczepienia

Niestety wydarzenia ostatnich dni – a szczególnie ataki na punkty szczepień – nie napawają wielkim optymizmem. Co prawda „czwarta” fala jest tylko na razie maleńkim wzburzeniem na morzu spokoju naszego społeczeństwa, ale kilka trendów budzi poważny niepokój.

Tempo szczepień niewątpliwie maleje i to w porównaniu do reszty Wspólnoty Europejskiej – nie mówiąc o takich liderach jak Malta, Izrael, czy Wielka Brytania:

Jak tak dalej pójdzie, to zatrzymamy się na poziomie 50-55% po dwóch dawkach i może dodatkowo 10% tylko po jednej, a to zdecydowanie za mało, ażeby zatrzymać nową falę, która w pełni uderzy jak dzieci wrócą do szkoły.

Co więcej, związek pomiędzy niskim zainteresowaniem szczepionkami – jeśli nie zdecydowanym oporem – a zachorowaniami zaczyna być już widać. Poniżej dwie mapy – jedna pokazuje poziom szczepień, a druga aktualny stan zachorowań:

Oczywiście obie mapy się nie pokrywają dokładnie. Kraków i Śląsk mają dużo przypadków przy dużym procencie szczepień, ale też są to miejsca bardzo poważnie zagrożone epidemią – w zeszłym roku Śląsk był miejscem gdzie COVID-19 się silnie rozprzestrzeniał. Tym niemniej widać, że „Ściana Wschodnia” jest najbardziej dotknięta.

Co dalej? Niestety, rząd nie wydaje się mieć jakiegoś pomysłu na poważną rozmowę ze społeczeństwem. Nie chodzi tu o to, żeby zmuszać do szczepienia, albo okłamywać o tym, że szczepionki są całkowicie bezpieczne. Nie doprowadzi do pozytywnych wyników nawet loteria szczepionkowa. Czy znowu musimy płacić cenę za bezradność polityków?